To on ma stanąć na czele misji pokojowej w Ukrainie? Padło konkretne nazwisko. Zachód szykuje plany pomocy dla Kijowa

10 godziny temu 168

Obecny dowódca sił NATO na czele misji pokojowej w Ukrainie?

Brytyjska gazeta, na podstawie rozmów z kilkunastoma zachodnimi urzędnikami, przedstawiła założenie misji, które są ustalane przez wojskowych planistów. „Telegraph” przewiduje, że szczegóły obejmujące m.in. nadzór przestrzeni powietrznej Ukrainy, szkolenia ukraińskich żołnierzy i misje na Morzu Czarnym mogą zostać ogłoszone już w ten weekend.

W artykule zwrócono uwagę, że Europie „brakuje doświadczenia w koordynowaniu dużych misji wojskowych”, co może oznaczać, że nadzorowanie wszystkich działań w ramach misji pokojowej w Ukrainie może zostać powierzone któremuś z amerykańskich generałów. Gazeta wskazała, że kandydatem na to stanowisko jest gen. Alexus Grynkewich, obecny dowódca sił NATO w Europie. Przypomniano, że Biały Dom już zatwierdził jego udział w ostatnim etapie prac planistycznych, co strona europejska uznała za przejaw poparcia dla gwarancji bezpieczeństwa udzielonych przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Ostateczna decyzja w sprawie Grynkewicha należy do amerykańskiego przywódcy.

Według źródeł, na które powołuje się gazeta, najważniejszą kwestią jest odbudowa sił zbrojnych Ukrainy i przekształcenie ich w główną formę odstraszania przed rosyjskimi atakami. Zgodnie z planem ukraińskie wojska zostaną uzbrojone i wyszkolone przez europejskich sojuszników z NATO. Ponadto Kijów miałby kontynuować zakup amerykańskich systemów obronnych, takich jak baterie obrony powietrznej Patriot i wyrzutni rakiet Himars, dzięki środkom przekazanym przez Europę.

USA nie chce wysyłać swoich żołnierzy na Ukrainę

W dalszym ciągu Biały Dom sprzeciwia się wysyłaniu amerykańskich wojsk do Ukrainy, ale jak ujawnił „Telegraph”, Trump prowadzi rozmowy z przedstawicielami Europy na temat prowadzenia usług na terenie Ukrainy przez amerykańskich kontrahentów m.in. w budowie fortyfikacji czy nowych baz wojskowych.

Zdaniem brytyjskich urzędników, pojawienie się „posiadaczy amerykańskich paszportów skutecznie odstraszy Putina”. „Urzędnicy twierdzą, że korzystanie z usług prywatnych kontrahentów pozwoliłoby Trumpowi rozwiać obawy (jego) zwolenników z ruchu MAGA, którzy sprzeciwiają się zagranicznej interwencji, a jednocześnie zapewniłoby mu kolejną umowę biznesową, którą będzie mógł promować” – czytamy na łamach dziennika.

„Telegraph” zwrócił uwagę, że jedną z najtrudniejszych kwestii, która znajduje się na stole negocjacyjnym, jest utworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej, która po zakończeniu walk oddzieliłaby wojska ukraińskie od rosyjskich. Prawdopodobnie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zażąda, by stacjonowały tam wojska państw europejskich.

Wiadomo, że przywódca Rosji Władimir Putin zasugerował, aby armia chińska była wykorzystana jako gwarant bezpieczeństwa. Pomysł Kremla spotkał się ze sprzeciwem Europejczyków i Ukrainy z powodu poparcia Chin dla wysiłków wojennych Rosji.

Siły pokojowe Europy trzecią linią obrony Ukrainy

Plan zakłada, że wojska państw europejskich mogłyby zostać rozmieszczone głębiej na terenie Ukrainy, tworząc trzecią linię obrony. - Głównym celem jest pokazanie Ukraińcom, że będziemy walczyć u was, jeśli Rosja ponownie dokona inwazji – powiedział jeden z urzędników w rozmowie z brytyjskim dziennikiem.

Do tej pory gotowość do udzielenia takiego wsparcia zadeklarowały dziesiątki krajów w tym m.in. Wielka Brytania, Francja, Niemcy, państwa bałtyckie i skandynawskie. Wcześniej pojawiała się informacja o rozmieszczeniu ok. 30 tys. żołnierzy. Jak podaje źródło, ilość tę obniżono z powodu braku środków i obaw, że w oczach Putina taki kontyngent może zostać uznany za „zbyt silny”.

„Telegraph” informował już wcześniej, że siły te zostaną rozmieszczone w Ukrainie na okres od pięciu do dziesięciu lat, lub do czasu, gdy państwa zaangażowane będą przekonane, że ukraińska armia jest w stanie się obronić samodzielnie.

Europejskie państwa prowadzą także negocjacje w sprawie ponownego otwarcia ukraińskiego nieba na komercyjne loty. „Początkowo misja, z wykorzystaniem zachodnich patroli myśliwskich i naziemnych systemów obrony powietrznej, miałaby na celu otwarcie lotnisk we Lwowie i innych ukraińskich lotnisk na zachodzie kraju. W miarę jak będzie rosło zaufanie do porozumienia o zawieszeniu broni, misja zostanie rozszerzona na wschód w kierunku Kijowa i innych miast” – pisze „Telegraph”.

Zgodnie z planem misję mającą na cele zabezpieczenie handlowych szlaków żeglugowych z i do Ukrainy na Morzu Czarnym miałaby przeprowadzić Turcja. Jak podano, Kijów zdołał utrzymać otwarte własne korytarze żeglugowe w czasie wojny, a operacja prowadzona przez siły sojusznicze miałaby na celu utworzenie większej liczby szlaków patrolowanych przez marynarkę wojenną państw zachodnich. Dodatkowo misja ta ma obejmować działania rozminowywania wód przez siły Bułgarii i Rumunii.

Tematem debat sojuszników Ukrainy jest także wojskowa misja szkoleniowa. Gazeta stwierdziła, że „najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem dla Europy byłoby przeniesienie instruktorów wojskowych do nowych baz w zachodniej części Ukrainy”. Oznaczałoby to przeniesienie kursów z Francji i Wielkiej Brytanii, w których już uczestniczą Ukraińcy.

Warunkiem uważanym za niezbędny dla zagwarantowania bezpieczeństwa jest amerykańskie wsparcie logistyczne przy rozmieszczeniu sił na wschodniej flance NATO. „Przedstawiciele państw europejskich uważają, że Waszyngton przychylił się do próśb o pomoc w postaci wysłania amerykańskich samolotów do transportu sprzętu i wojsk na wschód, przy granicy z Ukrainą. Pomogłoby to również utrzymać napływ zachodniej broni do Ukrainy” – czytamy w artykule.

Amerykańska pomoc wojskowa dla Ukrainy, za którą zapłaci Europa

Jak przypomniano, w ostatnich tygodniach kraje europejskie zobowiązały się do zakupu amerykańskiego sprzętu wojskowego dla Kijowa za co najmniej 10 mld dol. Także Zełenski złożył propozycję Trumpowi, w której zopewnił, że zakupi sprzęt warty 90 mld dol. po zakończeniu wojny. Departament Stanu USA zatwierdził już potencjalną sprzedaż Ukrainie pocisków manewrujących za ok. 825 mln dol.

Według źródeł, na które powołuje się brytyjski dziennik „kolejnym warunkiem koniecznym dla rozmieszczenia sił w Europie byłoby zaoferowanie wsparcia ze strony amerykańskich służb wywiadowczych, rozpoznawczych i śledzących (ISR)”. Ma to związek z tym, że Europa nie dysponuje możliwościami satelitarnymi niezbędnymi do odpowiedniego monitorowania zawieszenia broni.

„Telegraph” donosi, że w rozmowach kuluarowych większość państw europejskich wyraża obawy, iż wysłanie ich wojsk może się odbyć jedynie przy znaczącym udziale USA. Choć Trump w ubiegłym tygodniu zapewnił, że Waszyngton będzie w to zaangażowany, Europejczycy twierdzą, że nie poznali do tej pory, na czym miałoby to wsparcie polegać.

„Głównym żądaniem rządów europejskich jest, aby prezydent Trump rozmieścił myśliwce i rakiety w Polsce i Rumunii, aby móc odpowiedzieć na pierwsze oznaki rosyjskiej agresji. Europejscy urzędnicy uważają, że taki poziom gwarancji ze strony Waszyngtonu sprawi, iż Rosja dwa razy się zastanowi, zanim zdecyduje się na atak na wojska stacjonujące na Ukrainie” – czytamy w artykule. - Perspektywa amerykańskiej odpowiedzi militarnej to zupełnie inna perspektywa niż perspektywa europejskiej odpowiedzi – powiedział jeden z rozmówców.

Dziennik stwierdził, że „wśród europejskich urzędników panuje przekonanie, że plany gwarancji bezpieczeństwa nigdy nie ujrzą światła dziennego, ponieważ nie mają oni pewności, czy Putin w ogóle będzie gotowy zgodzić się na zawieszenie broni”. Jak donosi gazeta, wielu polityków uważa, że przywódca Rosji wprowadza Trumpa świadomie w błąd, przeciągając tym samym czas trwania wojny, aby zdobyć więcej ukraińskiego terytorium.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję

Przeczytaj źródło